Moja kariera w PES2017 #29: Lekcja profesora Lewandowskiego

CF Madrid inauguruje kolejny futbolowy rok dwoma potyczkami o trofea – Superpucharem Włoch i Superpucharem Europy. Jak wypadnie moja ekipa z Juventusem i Atletico? Zapraszam na 29. odcinek kariery, w którym zajęcia poprowadzi profesor Lewandowski.

8 sierpnia

Mistrz kontra wicemistrz – cała Italia żyła naszą konfrontacją z Juventusem. Dziennikarze tradycyjnie dorabiali do tego ideologię, zapowiadając bitwę, która może powiedzieć wiele o szansach obu ekip na scudetto w kolejnym sezonie. Większość oczu zwrócona była na mnie i moich podopiecznych – mieliśmy udowodnić, że stać nas na ogranie Starej Damy. Poprzednio właśnie remis z nią pozbawił nas w praktyce upragnionego tytułu.

Obie jedenastki wybiegły na murawę w podobnych składach i dobrze znanych sobie ustawieniach. Nie mogło więc nikogo specjalnie dziwić, że znowu jest stosunkowo niewiele akcji ofensywnych, a walka trwa głównie w środku pola. Pomimo wielkich nazwisk w obu składach, nikt tak naprawdę nie był w stanie narzucić swojego stylu. Do czasu.

Okres przygotowawczy podporządkowany wczesnemu startowi sezonu opłacił się, bo na dogrywkę CF Madrid wyszedł z dużo większym zapasem sił. Moi pomocnicy zaczynali wyprzedzać rywali, a napastnicy łatwiej gubić krycie. W końcu Casteldine znalazł sobie odrobinę przestrzeni i z linii pola karnego posłał piłkę przy słupku, zaskakując zasłoniętego bramkarza. Moment później Gojo, który po wprowadzeniu na boisko w drugiej połowie robił niesamowity wiatr na lewym skrzydle, wpadł w pole karne i pozwolił się sfaulować. Jedenastkę pewnie wykorzystał Halilović. Juventus nie miał sił na jakąkolwiek odpowiedź.

Wygraliśmy z mistrzem, wysyłając czytelny sygnał, ze CF Madrid ma ogromne aspiracje i duże możliwości. Coś jednak nie dawało mi spokoju. Allegri był zbyt spokojny po porażce, jakby się jej spodziewał.  Zacząłem podejrzewać, ze specjalnie odpuścił to pokazowe spotkanie, by zbyt wcześnie nie zbudować dobrej formy swoich zawodników. Musiałem uważać na tego starego lisa.

13 sierpnia

Nie minął tydzień od naszego triumfu w SuperCoppa Italia, a tutaj już przychodziło nam stawać do walki o Superpuchar Europy. Mało kto chyba przewidywał jeszcze kilka miesięcy temu, że w tym spotkaniu zmierzą się jedenastki Atletico i CF Madrid. Większym zaskoczeniem mimo wszystko była nasza obecność, bo Los Colchoneros w ostatnich latach zbudowali potężną ekipę, a symbolem ich wielkich aspiracji stał się wykupiony z Bayernu Robert Lewandowski. Obecnie doświadczony polski snajper pełnił rolę lidera ofensywy składu z Vicente Calderon.

Nie szykowałem się specjalnie na konfrontację z Atletico. Wraz ze sztabem szkoleniowym ustaliliśmy i wskazaliśmy zawodnikom najmocniejsze punkty rywala, do tego opowiedzieliśmy o jego stylu gry. Byłem przekonany, że to wystarczy, bo przecież nieraz już przyszło się nam mierzyć z ekipami, które lubią konstruować akcję krótkimi podaniami i grać twardo w odbiorze. Błąd.

To nie sposób atakowania, a tempo przesuwania formacji i rozgrywania zaskoczyło mnie i co rusz wywoływało popłoch w defensywie CF Madrid. Brylował Lewandowski, który nie tylko doskonale się ustawiał, ale i znakomicie podłączał do rozegrania. Krycie go graniczyło z cudem, bo w ciągu minuty potrafił być na skrzydle i zaraz później na środku, przed samym bramkarzem. O ile więc w ofensywie wyglądaliśmy nawet nieźle, to w defensywie 0:0 do przerwy zawdzięczaliśmy przede wszystkim szczęściu. Co gorsza, świetnie bronił Oblak, dwukrotnie pewnie wyłapując strzały, przy których niejeden niezły golkiper by skapitulował. Dało się wyczuć, ze mierzymy się ze zwycięzcą Ligi Mistrzów.

Plan na drugą odsłonę zakładał granie szerzej w ofensywie, by nieco rozrzedzić defensywę Atletico i dać miejsce Eggesteinowi na strzał z kilkunastu metrów. Nim jednak nasz niemiecki strzelec zdołał choć raz dostać dobrą piłkę, ta leżała już w naszej bramce. Lewy wyszedł sam na sam po błyskawicznej wymianie podań pomiędzy jego dwoma partnerami z pomocy i zrobił robotę. Tylko najbardziej naiwni mogli wierzyć, że Hiszpanie w tym momencie nieco odpuszczą. Nadal grali wysokim pressingiem i straszyli nas szybkim rozegraniem. Mogliśmy próbować, ale różnica klas była po prostu zbyt widoczna.

Potrzebowałem takiej lekcji. Przyszła w idealnym momencie, bo jeszcze przed startem kolejnego sezonu Serie A i naszym debiutem w Lidze Mistrzów. Muszę siebie i drużynę lepiej przygotować na nadchodzące wyzwania, jeśli chcę naprawdę zapisać CF Madrid w annałach historii futbolu.

W następnym odcinku CF Madrid rozpocznie prawdopodobnie ostatni już sezon zmagań w Master League w PES2017. Czy uda się wywalczyć potrójną koronę? Nie przegap kolejnego epizodu!

Ciekawe nagrania, zabawne screeny i konkursy z nagrodami, a także informacje o kolejnych odcinkach mojej kariery w  PES2017 znajdziesz na Facebooku/Twitterze/YouTube.

<———– Poprzedni odcinek   Następny odcinek —————->

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *