Moja kariera w PES2017 #30: Grupa śmierci

Brucevsky w końcu może wyciągnąć z szafy najdroższy garnitur i zapakować się w samolot do Nyonu, by wziąć udział w losowaniu fazy grupowej Ligi Mistrzów. W Serie A tymczasem jego klub przekonuje się, że to nie będzie sezon łatwych punktów do zdobycia.

28 sierpnia

Jeśli ktokolwiek związany z CF Madrid liczył, że w tym sezonie będziemy mogli skupić się na walce w pucharach, a w lidze koncentrować tylko i wyłącznie na te najważniejsze potyczki z rywalami z czołówki, to się przeliczył. Nikt w Serie A nie zamierzał wręczać punktów mojej ekipie za zasługi. Wręcz przeciwnie, outsiderzy chcieli uparcie realizować strategię „bij faworyta”.

Konfrontacje z Empoli i Torino tylko mnie w tym utwierdziły. Z rywalami z Toskanii wymęczyliśmy triumf 2:1 na wyjeździe, w czym dużą zasługę miał środek pola Cozarri-Halilović-Casteldine, który nawet w trudnym momencie potrafił zapanować nad sytuacją i poprowadzić młodszych kolegów do zwycięstwa. Dobra postawa wspomnianego trio napawała optymizmem, bo doskonale zdaję sobie sprawę, jak ważne w kontekście sięgania po trofea jest posiadanie liderów w zespole.

Kibice nie mogli narzekać na brak emocji w pierwszej połowie. 2:2 po 45 minutach to nieczęsty widok w Pro Evo.

W tych pierwszych dniach walki o punkty z formą idealnie trafił Cozarri. Mogłem powiedzieć w końcu, bo o ile mój defensywny pomocnik z zadań obronnych wywiązywał się bardzo dobrze, o tyle za rzadko wpływał realnie na grę w ofensywie. A potencjał ku temu miał, co pokazał chociażby kilka miesięcy temu z Interem. Teraz jednak błyszczał nawet bardziej, bo wreszcie zdecydował się pochwalić mocnym uderzeniem z dystansu i celnym okiem. Trzy jego salwy znalazły drogę do siatki, pozwalając nam nie tylko ograć Empoli, ale też poradzić sobie z Torino i to pomimo niesprzyjających okoliczności.

Popularne Byki szybko wyszły na prowadzenie, potem przed przerwą wykorzystały rzut karny podyktowany za faul Balde Keity. Dzięki Cozarriemu odparliśmy jednak ich ataki i zdołaliśmy ten trudny mecz wygrać 3:2.

30 sierpnia

W końcu mogłem poczuć ten dreszczyk emocji przed losowaniem fazy grupowej Ligi Mistrzów. CF Madrid przystępował do walki o tytuł najlepszej piłkarskiej jedenastki Starego Kontynentu. Pozycja startowa nie była najlepsza, bo losowano nas z trzeciego koszyka. Istniało więc bardzo duże prawdopodobieństwo, że przyczynimy się do stworzenia grupy śmierci w tegorocznej edycji rozgrywek.

Jak oceniacie te grupy? Coś chyba nie do końca zagrało w grupie H, gdzie trafiły dwie ekipy z Bundesligi. Efekt braku licencji i zabaw w edytorze…

I nie pomyliłem się. Dziennikarze i kibice mogli tylko przyklasnąć, gdy nazwa CF Madrid padła w kontekście grupy z Arsenalem i Barceloną. Do kolejnej fazy trzeba będzie więc przebić się siłą, udowadniając, że należy się z nami liczyć. Czwarty Celtic też nie wyglądał na spacerek po parku, więc do kalendarza dochodziło nam w praktyce sześć wymagających meczów.

Barcelona i Arsenal to jedenastki ograne już w tego typu rozgrywkach, dla których celem minimum jest wyjście z grupy. Nas nic poniżej drugiego miejsca też nie interesuje, wiec kibice już dzisiaj mogą spodziewać się zaciętej rywalizacji. Nie lekceważyłbym też Celtiku, co czynią niektórzy eksperci. U siebie jedenastka z Glasgow może odebrać faworytom wiele punktów – skomentowałem losowanie dla jednej ze stacji.

5 września

Współczułem trenerowi Sarriemu. W poprzednim sezonie próbował wielu sposobów, a za każdym razem jego solidne kadrowo Napoli i tak schodziło z boiska pokonane po batalii z CF Madrid. Wiedziałem, że na nasze kolejne spotkanie też wymyśli coś interesującego, ale jakoś nie potrafiłem wyobrazić sobie niczego, czym w rzeczywistości nasi rywale mogliby nas zaskoczyć.

Od początku było gorąco w Neapolu.

Tym razem neapolitańczycy postawili na do bólu tradycyjną grę z kontry, oddając nam piłkę i pozwalając nabić niemal dwukrotnie większe posiadanie piłki. Mieli pecha, bo dla posłanych w bój pomocników, a zwłaszcza Stiebera, Figo i Halilovicia, możliwość swobodnego rozgrywania i kombinowania przy tworzeniu akcji była wymarzoną szansą. Dość długo jednak ich starania pozostawały niewykorzystane, bo napastnicy jakoś nie potrafili wstrzelić się w bramkę. W końcu, tuż przed przerwą, główką otworzył wynik Pulisić, wykorzystując mierzone dośrodkowanie Halilovicia.

Sarri miał piętnaście minut na wprowadzenie niezbędnych korekt. Wrócił do typowej gry z trzema rozstawionymi szeroko napastnikami, licząc na jakiegoś gola z główki Shearera. Było to zbyt czytelne, żeby nas zaskoczyć. Zamknęliśmy temat bramką Hunnama w 85 minucie. Tym samym Irańczyk znowu dał dobrą zmianę, zamykając temat ewentualnego transferu z klubu. Zamiast szukać snajpera i ryzykować, wolałem raz jeszcze powierzyć losy klubu w sprawdzone nogi i głowy mojego trio – Dzalto, Hunnam, Eggestein. Obym tego nie musiał żałować.

Schodząc do szatni, mogłem przybić piątkę z asystentem i zacząć myśleć o kolejnych wyzwaniach. Pierwsze było tuż za rogiem. Już za chwilę mieliśmy zadebiutować w elitarnej Champions League.

Czy CF Madrid nie zaliczy falstartu w Lidze Mistrzów i nie zgubi punktów z Celtikiem? Bądź na bieżąco z ciekawostkami ze świata PES-a, obserwując profile Gralingradu na Facebooku/Twitterze/YouTube.

<———– Poprzedni odcinek    Następny odcinek —————->

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *