Moja kariera w FM 2016 #110: Zamęczeni kibice i rywale

Kariera Football ManagerOglądanie Paris FC bez Dembele, Khaloui i Camary było niczym jazda na rowerze bez powietrza w oponach. Niby można, ale przyjemności w tym za grosz. Moja drużyna bez skrzydłowych nie potrafiła grać kreatywnie i konstruować groźnych akcji w ataku. Naszym jedynym atutem w tych kilku kolejnych tygodniach była więc linia obrony.

Defensorzy spisywali się na miarę możliwości, utrzymując nasz okręt na kursie. Utrzymali bezbramkowy remis z Nantes. Niewiele zabrakło, by dowieźli nam też podział punktów z Lens. Modliłem się, żeby ten cholerny Puchar Narodów Afryki się już skończył. Tymczasem wszyscy trzej moi piłkarze awansowali ze swoimi drużynami do ćwierćfinałów. Tam Gwinea i Mali zapewniły sobie bilety do kolejnej fazy. Tylko Maroko z naszym kapitanem odpadło, po pasjonującym boju z Senegalem. Khaloua trafił do siatki, ale wynik 2:4 jednoznacznie wskazywał, że był z kompanami tego dnia dużo słabszy. Kilka dni później w takim samym stosunku Senegalczycy pozbawili szans na triumf Gwineę. Nie było to specjalnie pocieszające, bo Camara i tak zostawał jeszcze na zgrupowaniu, by zagrać mecz o trzecie miejsce.

Przemęczony Khaloua dostał rolę straszącego z ławki w meczu z Dijon. Jego obecność niewiele zmieniła, kolejne spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem. Mieliśmy na murawie przewagę, ale obserwatorzy zgodnie orzekli, że gdyby nie bramkarz Sommariva, pewnie byśmy to starcie przerżnęli. Wracając do domu mogłem odetchnąć. W tym samym czasie w Afryce rozegrano finał kontynentalnego pucharu, w którym Mali przegrało z Senegalem 0:1. Dembele zagrał na swoim niezłym poziomie, ale nie był w stanie powstrzymać rozpędzonych przeciwników. Żaden z moich graczy nie wygrał turnieju, ale dwóch wracało z medalami.

Od wielu kolegów po fachu słyszałem wielokrotnie narzekania na brak profesjonalizmu piłkarzy z Afryki. Trochę obawiałem się, jak to będzie z nastawieniem do klubowych obowiązków moich wracających do Paryża podopiecznych. Najwyraźniej jednak Dembele i Camara byli wyjątkami od reguły, bo obaj od razu skoncentrowali się na grze dla Paris FC. Nie było narzekania na przemęczenie po PNA, długie podróże i inny klimat. Za moment czekał nas pierwszy mecz z Szachtarem w Lidze Europy i cieszyłem się, że mogę już liczyć na swoje gwiazdy.

Nie zamierzałem jednak ignorować faktu, że za nimi całkiem wyczerpujący miesiąc. Postanowiłem wypuścić swój zespół na bitwę na Donbas Arenie w formacji, w której zagrał kilka poprzednich spotkań. Może w ofensywie nie błyszczeliśmy w tym czasie, ale w takim meczu zależało mi bardziej na zachowaniu czystego konta niż strzelaniu bramek honorowych. O dziwo to Ukraińcy byli jakby bardziej przemarznięci i zniechęceni do biegania w trudnych warunkach. Nie tylko wywieźliśmy z Doniecka remis 0:0, ale też zanotowaliśmy dużą przewagę w strzałach, 14 do 3. Szkoda, że żaden nie zakończył się golem.

Prawybory

Ledwie wróciliśmy do Paryża, a już trzeba było wrzucić znowu wyższy bieg, by odpowiednio ugościć na Stade Chariety sąsiada z ligowej tabeli, Marsylię. Olympique wraz z nami stanowił dwójkę, która mogła jeszcze zamieszać w czołówce. Wielu dziennikarzy odpowiednio zapowiadało więc ten mecz, podgrzewając atmosferę. Zwycięzca miał jeszcze włączyć się do gry o Ligę Mistrzów, przegrany pomachać elicie na do widzenia. To było coś na wzór prawyborów, w których wybrany miał zostać kandydat peletonu do walki o top 4. Postanowiłem przestać kombinować i znowu puścić w bój ten swój do bólu efektywny, defensywny skład. Olewałem styl, chciałem punktów. Marsylia miała z tym naszym nastawieniem wyraźny problem. Przejęliśmy kontrolę, notując dużo większe posiadanie piłki i dość ostrożnie angażując się w ofensywie. A już po przerwie, gdy od 41 minuty prowadziliśmy po golu Hody, w ogóle zaczęliśmy zanudzać kibiców. Jedyny Zeravica, który najwyraźniej próbował się zrehabilitować za beznadziejny występ z Dijon, dawał fanom odrobinę radości, szalejąc na lewym skrzydle. Wszystko jednak w ramach rozsądku, o czym mu ze dwa razy z boku boiska przypomniałem.

Powoli zdawaliśmy się wychodzić na prostą. Na potrzeby realizacji najważniejszych celów zrezygnowałem nawet z pomysłu wystawiania bardziej ofensywnej formacji na mecze na Stade Chariety. Odłożyłem do szuflady, przynajmniej chwilowo, zamysł gry dwoma napastnikami, bo i tak niespecjalnie korzystała na tym drużyna. Tylko Hoda trafiał do siatki regularnie. Diaw, po dobrym początku, zaciął się na prawie dziewięć godzin i odblokował dopiero z marnym Metz. Ba też obniżył loty, a Muratovicia i Junga już wcześniej skreśliłem i próbowałem za wszelką cenę wypchnąć z Paryża. Udało się w końcu wytransferować Bośniaka, którego za 525 000 uwolnił od nas Spartak Moskwa. Snajper wcześniej nie dogadał się z Lechem i Slavią Praga, więc powoli traciłem nadzieje, ale woreczek z rublami przemówił mu do rozsądku.

Szachtar przyjechał do Paryża nabuzowany i w efekcie spotkanie zmieniło się w małe polowanie na kości. Sędzia ośmiokrotnie wyciągał żółtą kartkę, próbując temperować zawodników, a to i tak tylko dlatego, że wykazywał się w pierwszych trzydziestu minutach bardzo dużą pobłażliwością. Spotkanie zaczęliśmy źle, tracąc gola już w 9 minucie. Kluczowe było odrobienie strat przed przerwą i zadanie to wykonał Khaloua, w swoim stylu robiąc wiatrak z lewego obrońcy. Niestety Szachtar później się zamurował, co przy naszej formacji oznaczało podwójne kłopoty. Waliliśmy głową w mur, organizując coraz bardziej rozpaczliwe ataki. I wtedy, w 82 minucie, Semin skiksował w polu karnym, pakując piłkę do własnej bramki. Przeczołgaliśmy się do 1/8 finału, gdzie mieliśmy zagrać z zaskakującą kolejnych wyżej notowanych przeciwników Catanią. Te nasze niewielkie, odnoszone w niezdarny sposób sukcesy, zaczynały przypominać scenariusz holywoodzkiej komedii.

Nie przegap nowego epizodu –  obserwuj profile Gralingradu na Facebooku/Twitterze/YouTube, by nie minąć kolejnych materiałów! A jeśli podobają Ci się moje opowiadania i kariery – możesz też wesprzeć mnie na Patronite.

<——- Poprzedni odcinek  Następny odcinek —->

<—— Początek serii

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.