Moja kariera w FM 2016 #109: PSG przyjeżdża dobić

Dwa zwycięstwa w dwunastu dotychczasowych potyczkach. Bilans Paris FC w starciach z Paris Saint-Germain wyglądał blado. Przypominającym mi to w wywiadach dziennikarzom mogłem jednak zwracać uwagę, że te dwa triumfy odnieśliśmy niedawno, bo w poprzednim sezonie w lidze i niedawno w Trophee de Champions. Przepaść więc teoretycznie malała.

Wiedziałem jednak, że wyeliminować bogatego sąsiada w półfinale rozgrywek, gdy czuje już zapach kolejnego trofeum do swojej kolekcji, będzie nawet trudniej niż zwykle. Mogłem przynajmniej cieszyć się, że do dyspozycji miałem jeszcze pakujących się na wyjazdy na zgrupowania skrzydłowych. Chciałem jakoś pomóc swoim zawodnikom, utrudnić życie trenerowi po drugiej stronie, kolejną taktyczną zagrywką. Poprzednio mecz był otwarty i zakończył się naszą porażką 2:3, więc może teraz zagramy w szachy – zacząłem gadać sam do siebie, wpatrując się w ekran komputera z zestawieniem formacji.

Calabresi – lider defensywy

Plan był w gruncie rzeczy prosty, a jego powodzenie zależało od dobrego występu linii obrony. Wspierana przez defensywnego pomocnika i cofającego się rozgrywającego czwórka musiała skutecznie zatrzymać opłacane milionami gwiazdy z Parc de Princes. A dowodzić tą trochę desperacką obroną miał nie kto inny jak Arturo Calabresi. Jeśli Włoch planował jeszcze wrócić do kręgu zainteresowań selekcjonera swojej drużyn narodowej, musiał dać popis w takim meczu. Zaryzykowałem i delikatnie wspomniałem mu o tym podczas odprawy. To mogło spętać mu nogi lub natchnąć do walki. Efekt miałem obejrzeć już w następnych dwóch godzinach.

Calabresi nie był już najmłodszy i zdążył zebrać sporo ligowych doświadczeń, w dużej części już we Francji. Cała ta nabyta wiedza pozwoliła mu uporać się ze stresem i wskoczyć na wysoki poziom. Dyrygował obroną doskonale, utrudniając życie przeciwnikom. Na tablicy wyników utrzymywało się 0:0. Bezbramkowy remis nic nie rozwiązywał, ale grałem trochę wbrew sobie i trzymałem w ryzach co bardziej rwących się do przodu podopiecznych. W grę wchodził tylko jakiś gol z kontry lub stałego fragmentu, bardziej odkrywać się nie było sensu. I tak doczekaliśmy do dogrywki.

I właśnie wtedy zrehabilitować się za tamtą wpadkę w Trophee de Champions postanowił Imbula. Wtedy pozbawił kolegów trofeum samobójem. Teraz trafił do właściwej bramki, przybliżając ich do wygranej w innym pucharze. To nawet nie był błąd obrońców. Po prostu piłka spadła w dobre miejsce, a Imbula zrobił to, co do niego należało. I PSG przejęło kontrolę nad spotkaniem. Mogło zacząć bawić się piłką i czekać, celebrując upływający czas. Przegraliśmy. Znów po walce, znów honorowo. I została nam tylko liga oraz europejski puchar.

Paris FC bez skrzydeł…

Dzień po porażce pożegnałem swoich trzech skrzydłowych, którzy zabrali się na Puchar Narodów Afryki. Zaczynałem być może decydujący o mojej przyszłości w Paris FC czas. Musiałem jakoś utrzymać zespół w ryzach i zachować szansę na top 3 w Ligue 1 bez układu napędowego maszyny. A na początek czekała na mnie kadra Rennes, a więc notowanej aktualnie na czwartym miejscu rewelacji sezonu. Porażka nie wchodziła w grę, znowu. Zdecydowanie zbyt często musiałem ostatnio pracować pod taką presją. Jeśli tylko przetrwam w Paryżu, zadbam o dużo mniej stresowe warunki, inwestując we wzmocnienia.

Alexis Zapata na prawym skrzydle, a na lewym rumuński talent Vintrila, który nie wiem nawet, czy byłby w stanie zdziałać coś więcej na poziomie Ligue 2. To były dwie łaty, mające zasłonić nam kolana. Wyjazdowy remis 2:2 w takim zestawieniu przyjąłem z zadowoleniem i ulgą. Punkt zagwarantowali nam Hoda i Zapata, który przyzwoicie odnalazł się na prawej stronie boiska.

Końcówkę stycznia przyszło mi spędzać przede wszystkim w biurze. Śledziłem na bieżąco doniesienia z Pucharu Narodów Afryki. Byłem rozdarty, bo kibicowałem chłopakom, ale też modliłem się, by choć jeden wrócił wcześniej do domu. Wszyscy grali jednak dobrze i pomagali swoim reprezentacjom na tyle, by te przebrnęły przez fazę grupową. Dodatkowe zamieszanie wywołała oferta z Atalanty Bergamo, która obudziła się na sam koniec zimowego okienka transferowego, że potrzebuje bramkarza. I wymyśliła sobie Festę.

… i bramkarza?!

Nie byłem zbyt skłonny do negocjacji, ale gdy proponowana suma transferu wyniosła 1,9 mln euro (2,2 mln po spełnieniu kilku warunków) zacząłem się zastanawiać. Poleciłem szefowi skautingu szybkie rozeznanie po dostępnych golkiperach. Warunek miałem tylko jeden – nie chcę nikogo ekscentrycznego, kto na bramce potrafi zaszaleć. Wrócił do mnie już następnego dnia, dzwoniąc z samego rana. Z głosu bił entuzjazm. Dowiedział się, że młody rumuński bramkarz Realu Madryt, który od pewnego czasu jest przerzucany pomiędzy pierwszym składem i rezerwami, szuka nowego klubu. Nie chce przedłużać kontraktu z Królewskimi, rozczarowany brakiem szansy. To jest wielki talent, prawdopodobnie top 5 golkiperów Europy w najbliższej dekadzie – wykrzyczał do słuchawki współpracownik. Okay, przyjąłem. Dzięki za szybkie rozeznanie – rozłączyłem się.

Gdy okazało się, że Alexandru bardzo chętnie przeniesienie się do Paryża, zaakceptowałem ofertę Atalanty. Żegnałem solidnego bramkarza, który w tym sezonie nawet zanotował kilka bardzo dobrych występów, ale ostatnie raporty z treningów wskazywały, że raczej na wyższy poziom się nie wzniesie. Negoita rokuje dużo lepiej. By jednak nie zostawać na pół sezonu z tylko jednym sensownym bramkarzem, Sommarivą, wykorzystałem też swoje wyrobione w minionych latach kontakty w Italii, by wypożyczyć przyzwoitego zmiennika. Los chciał, że akurat był to niechciany już w Udinese, 31-letni Łukasz Skorupski. Nie potoczyła mu się ta kariera, jakby sobie wymarzył. W Paris FC też raczej zagra tylko gościnnie, kilka meczów w razie potrzeby.

Nie przegap nowego epizodu –  obserwuj profile Gralingradu na Facebooku/Twitterze/YouTube, by nie minąć kolejnych materiałów! A jeśli podobają Ci się moje opowiadania i kariery – możesz też wesprzeć mnie na Patronite.

<——- Poprzedni odcinek  Następny odcinek —->

<—— Początek serii

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.