Moja kariera w PES2017 #42: Genoa Double

CF Madrid zatrzymuje się na dłużej w Genui, by stawić czoła dwóm lokalnym jedenastkom. Później wraca do domu, by zatrzymać Anglików, którzy przyjechali podbić Stadio America. Zapraszam na 42. odcinek kariery w PES 2017.

8 marca

Chyba po raz pierwszy od dawna miałem powody, by ucieszyć się z wylosowanego terminarza. Jakoś tak się szczęśliwie złożyło, że w następnych kilku dniach graliśmy dwa mecze z ekipami z Genui, oba na Stadio Luigi Ferraris. Będzie więc można zaoszczędzić na kosztach podróży, a i trochę na czasie. Chłopaki ucieszą się z kilku dodatkowych godzin wolnego, a i może ja jakoś je wykorzystam. Genui akurat zwiedzić do tej pory nie miałem specjalnej okazji, a przecież jest tutaj m.in. jeden z największych portów morskich we Włoszech czy dom Krzysztofa Kolumba.

10 marca

Na zwiedzanie na pewno nie przyjechali moi podopieczni. Sampdoria dopiero co gładko uległa nam w Pucharze Włoch, więc na ligową batalię wychodziła raczej niepewnie. Wystawiony tego dnia na szpicy Eggestein wykorzystał to bezlitośnie. Najpierw otworzył wynik jeszcze w pierwszej połowie, a potem rozpoczął akcję, po której podwyższył Kerżakow. I wtedy gospodarzom puściły nerwy. Frustracja wzięła górę – w odstępie kilku minut sędzia trzy razy pokazał żółtą kartkę, z trudem panując nad sytuacją na boisku. Sam zaczynałem ulegać emocjom, bo rywale nie patyczkowali się, polując na nogi moich pomocników. Lekko przestrzeni o własne zdrowie piłkarze dali się zaskoczyć i zrobiło się 2:1.

Na szczęście ten gol wybił też z uderzenia Sampdorię. Praet chyba za długo świętował z kompanami, bo nie rzucili się nam od razu do gardeł, a zaczęli jakby kalkulować. Wpuszczony na ostatnie dwadzieścia minut Ould-Chikh wpakował ładny techniczny strzał na 3:1, korzystając z takiej dogodnej okazji, a potem w 94 minucie wyłożył jeszcze futbolówkę Eggesteinowi, który petardą w krótki róg zakończył widowisko. Piękne 4:1. Cenniejsze tym bardziej, że przedłużające naszą serię zwycięstw do jedenastu.

Z tak grającą ofensywą, seria zwycięstw była tylko kwestią czasu.

14 marca

Mogłem się spodziewać, że Genoa wyciągnie wnioski z porażek lokalnego rywala, a i zaparkuje w bramce autobus, będąc pod wrażeniem świetnej passy CF Madrid. Nawet jednak ośmiu chłopa w polu karnym nie zatrzymałoby moich napastników i włączających się pomocników, gdyby w świetnej dyspozycji nie był stojący między słupkami Kapino. Bronił wszystko, co gorsza ze stoickim spokojem. Po godzinie gry i kilku takich doskonałych paradach, dało się już dostrzec u części moich podopiecznych zniechęcenie. Nie mogłem się dziwić – co jest przyjemnego w kopaniu w mur?

Skończyło się na rozczarowującym i frustrującym 0:0. Nie mogłem mieć specjalnych pretensji do piłkarzy, bo zrobili na boisku wiele i zostawili trochę zdrowia, próbując przebić się przez zasieki przeciwników. Do myślenia dało mi jednak, że kolejny raz kończymy mecz bez sukcesu, gdy na boisku jest Simone Pepe. Nasz syn marnotrawny miał odbudować sobie karierę na Stadio America, ale na razie niczego poza wolą walki i przyzwoitą techniką użytkową nie pokazał. Ani jednej asysty, ani jednego gola. To zdecydowanie najgorsze 83 OVR jakie widziałem w Serie A. Niestety dla Simone, zaczynam tracić do niego cierpliwość.

18 marca

Za trzy dni na Stadio America przyjedzie Tottenham, by próbować odrabiać wynik i ratować swój przeciętny do tej pory sezon. Nim jednak będę mógł skupić się na przygotowaniu drużyny do tego ważnego sprawdzianu, muszę uporać się z Lazio. Rywalem z gatunku tych trudniejszych, bo nieobliczalnych. Po remisie z Genoą, kolejna utrata punktów była nam na pewno niepotrzebna.

Na przerwę schodziliśmy ze skromnym jednobramkowym prowadzeniem. Rotan pokazał charakter i pomimo ostrej gry rywali zdołał przepchnąć się z piłką w okolice pola karnego. Tam oddał ją Casteldine’owi, który mocno huknął z dystansu. Piłka po koźle wpadła w długi róg bramki rzymian, golkiper był bezradny.

Nie przypuszczałem, że Lazio w drugiej połowie rzuci się do odrabiania strat. Tak wysokiego pressingu i szybkiej gry w ataku nie widziałem już od dawna, nie tylko w lidze włoskiej. Rywale nie tylko dynamicznie wymieniali się pozycjami, ale i w teoretycznie trudnych sytuacjach potrafili zagrywać dokładnie. Speroni mógł się wykazać. Dawno już korzystnego wyniku nie zawdzięczaliśmy w takim stopniu naszemu golkiperowi. 1:0 dawało powody do zadowolenia, ale już styl, w jakim te trzy punkty ugraliśmy był dla mnie czytelnym sygnałem, że jest za wcześnie, by spoczywać na laurach.

21 marca

Wnioski wyciągnięte po konfrontacji z Lazio były podwójnie cenne, tuż przed spotkaniem z Tottenhamem. Wiedziałem, że przyjezdni z White Hart Lane będą grać ambitnie i ofensywnie, starając się zepchnąć nas do defensywy. Dzięki ostatniemu spotkaniu w Serie A mogłem moim defensorom i pomocnikom zwrócić uwagę na typowe błędy, których musimy unikać przy grze pressingiem z atakującym rywalem. CF Madrid mogło się dobrze przygotować na Anglików.

Zgodnie z przewidywaniami goście już w pierwszych minutach zasygnalizowali, że zależy im tylko na zwycięstwie. W odróżnieniu od rzymian grali jednak rozsądniej. Będąc przy piłce, atakowali, ale po stracie, natychmiastowo porządkowali swoją grę obronną i przyjmowali skorygowane ustawienie, by nie narazić się na utratę gola. Z tak dobrze realizującym strategię przeciwnikiem gra się ciężko.

Remis utrzymał się do przerwy, ale gdyby pojedynek oceniali sędziowie bokserscy, to pewnie byłoby 10:9 dla Tottenhamu. Styl jednak nie dawał awansu, więc przekazałem swoje uwagi podopiecznym i poleciłem zachować spokój. Miałem komu zaufać, na boisku byli głównie zaprawieni w bojach zawodnicy, jak Halilović, Ferrini czy Stieber. Był też będący w tym momencie w gazie Casteldine. Nasz ofensywny pomocnik jest może graczem chorowitym i trochę szklanym, bo często opuszcza spotkania z różnych powodów zdrowotnych, ale jak już pojawia się na boisku, to dobrze dyktuje tempo i rozdaje piłki napastnikom. Zmienił się bardzo w ciągu tych kilku sezonów wspólnej pracy. Nigdy nie był przesadnie skuteczny i nie miał może onieśmielających statystyk, ale poniżej pewnego poziomu nie schodził. Dobrze, że go nie sprzedałem. Teraz się odpłacał za to zaufanie.

Gol z Lazio był tylko otwarciem. Główną rolę Casteldine zagrał w drugiej połowie rewanżu z Tottenhamem. Najpierw otworzył wynik kolejnym celnym strzałem z linii pola karnego, a potem posłał precyzyjną piłkę na dobieg do Kerżakowa. Rosjanin mógł na pełnej szybkości zabrać się z nią, wbiec w pole karne i posłać petardę w górny róg bramki. Anglicy na trzydzieści minut przed końcem potrzebowali trzech goli. Nawet Harry Kane miał prawo zwątpić. Wygraliśmy ten dwumecz 4:1. Wynik trochę mylący, bo ani przez moment nie było łatwo.

22 marca

Ciekawie ułożyły się te spotkania 1/8 finału. W gronie ćwierćfinalistów znalazły się ekipy uznawane za faworytów turnieju, jak Real Madryt, Bayern i Chelsea, ale też kluby z dużymi ambicjami, które jednak nie znajdywały specjalnego uznania w oczach ekspertów, jak Ajax, Besiktas, CF Madrid i… Milan. Pierwsza runda fazy play-off odsiała kilku gigantów. Głównie właśnie na to „nieuczciwe” losowanie zwracali uwagę fani wyeliminowanych ekip. Przewodzili w tym utyskiwaniu kibice Barcelony, która odpadła 2:3 z Chelsea i Paris Saint-Germain, które nie zdołało poradzić sobie z Bayernem. O Francuzach nie mogłem się wypowiadać, Katalończycy odpadli zasłużenie, od początku traktując Champions League ze zdecydowanie zbyt dużą rezerwą.

Gdy w losowaniu CF Madrid został sparowany z Milanem, nie miałem specjalnych powodów do zadowolenia. Jak wypadniemy na tle konkurenta z Serie A, który w lidze prezentuje się nad wyraz przeciętnie? O tym już w następnym odcinku. Obserwuj profile Gralingradu na Facebooku/Twitterze/YouTube, by nie przegapić materiałów z PES2017 i innych gier!

<———— Poprzedni odcinek  Następny odcinek ———->

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *