Moja kariera w PES2017 #24: Holendrzy odważni do przesady

CF Madrid szykuje się na kolejną w tym sezonie batalię w Lidze Europy z sc Heerenveen. W fazie grupowej byliśmy górą, czy tak będzie w ćwierćfinale. O tym w 24. odcinku mojej kariery w PES 2017.

4 marca

W mediach nasze ćwierćfinałowe starcie z Heerenveen w Lidze Europy zapowiadane było nie tyle w kontekście wcześniejszych batalii w fazie grupowej, co wyczynów Holendrów na wiosnę. Wyeliminowanie Valencii i Liverpoolu wystarczyło, by redaktorzy portali i dzienników zaczęli im przypinać łatkę pogromcy gigantów i ostrzegać mnie przed lekceważeniem rywali. Tak jakbym w ogóle zamierzał. Szykowałem się na trudny mecz, bo takie z reguły są wszystkie potyczki mojej ekipy z zespołami grającymi trójką z przodu. Zdrowy rozsądek podpowiadał, że mogą tutaj decydować bramki strzelone na wyjeździe. Pechowo, pierwszy mecz my graliśmy u siebie.

6 marca

Szkoleniowiec reprezentanta Eredivisie najwyraźniej doszedł do tych samych wniosków. Tylko tam jestem w stanie tłumaczyć jego ofensywną, bardzo odważną taktykę przyjętą na pierwszy mecz. Przez pierwsze pół godziny mógł czuć się zwycięzcą w naszej partii szachów. Potem jednak różnice zaczęły robić jednostki.

Heerenveen ma przyzwoitych piłkarzy, ale nie wielkie gwiazdy. Na taką za to w tym sezonie wyrósł w Madrycie Pulisić, który po dryblingu na małej przestrzeni, w stylu Edena Hazarda, otworzył wynik. Dosłownie trzy minuty później Casteldine znalazł dużo miejsca w środku pola, rozpędził się i posłał potężną bombę pod prawe spojenie bramki. Ręce same składały się do braw, a goście stawali w obliczu sporego problemu.

2:0 było rewelacyjnym wynikiem przed rewanżem. Wręcz idealnym. Pozostało tylko tę przewagę utrzymać i nie zrobić żadnego głupiego błędu. Wpuściłem po godzinie świeżych zawodników, w tym Cozarriego i Hunnama, by był mocniejszy pressing na środku, który utrudnia rozrzucanie piłek do skrzydłowych. Niestety nawet oni nie zatrzymali koronkowej wymiany podań Holenderów, która zakończyła się golem na 1:2. A wspominałem, że gole na wyjeździe będą tu kluczowe – rzuciłem pod nosem i zacząłem na szybko opracowywać zmianę taktyki. Trzeba było przycisnąć i odbudować przewagę.

O dziwo, Heerenveen zamierzało też coś jeszcze dorzucić, a nie bronić skromnej porażki. Warta braw odwaga. Skarciliśmy ich jednak za nią boleśnie, bo w ostatnich minutach dorzuciliśmy trzy gole. Hunnam zamknął podanie po ziemi na 3:1. Potem zniechęcony wcześniejszymi pudłami Kerżakow posłał taką potężną bombę w długi róg, że omal nie rozerwał siatki. Rozbici psychicznie przyjezdni w 92 minucie dali się jeszcze złapać na rzut rożny, z którego gola głową zdobył Hunnam. 5:1 nie pozostawiało wątpliwości.

Uścisnąłem dłoń mojemu vis-a-vis. Chciałbym mu pogratulować odważnego podejścia i podziękować jako kibic, ale nie było na to czasu. Mogłem tylko liczyć po cichu, że w lidze jego odważne formacje przyniosą kolejne sukcesy.

17 marca

W meczu z Empoli szansę dostało kilku zmienników. Kolejny raz postanowiłem igrać z ogniem i zawierzyć ligowe punkty rezerwowym. Do tej pory z reguły tylko w takich sytuacjach traciłem lub musiałem i tak ratować się którąś z podstawowych gwiazd. Na szczęście tym razem było inaczej. Wreszcie, po długich tygodniach oczekiwań i wielu spotkaniach bez przełamania, na listę strzelców zdołali wpisać się Emana i Sessegnon. Obaj znakomicie się rozwijają i prezentują już przed 20 niemałe umiejętności, ale nie potrafią tego jakby przekładać na realne osiągnięcia na boisku. Taki casus Simone Pepe.

Piękne gole z dystansu obu pomocników pozwoliły nam wygrać w sumie aż 3:0 i utrzymać fotel lidera. Oby na tym obaj nie zakończyli w tym sezonie, bo będę musiał pomyśleć o wypożyczeniach. Jakoś żal byłoby mi ich sprzedać.

Nie tylko my wygraliśmy pewnie nasz pierwszy mecz ćwierćfinałowy w LE. Kibice mogli zacierać rączki praktycznie tylko na rewanż w Sewilli.

22 marca

Kibice Heerenveen zrobili na mnie ogromne wrażenie. Choć ich drużyna doznała klęski w pierwszym meczu i w rewanżu miała tylko teoretyczne szanse na ugranie czegokolwiek, fani zjawili się na obiekcie tłumie, by dopingować swoich ulubieńców. Widziałem, że na zawodników podziałało to znakomicie, bo wszyscy byli zmotywowani i gotowi gryźć trawę, by zrehabilitować się po wcześniejszym blamażu.

Normalnie miałbym powody do obaw, ale duża zaliczka działała uspokajająco, a do tego widziałem, że Ferrini i jego kompani z defensywy czują się znakomicie i celują w zachowanie czystego konta. Nie było widać w nich choćby cienia strachu, jakichkolwiek obaw przed pierwszym gwizdkiem. To musiało dobrze wpływać na resztę składu.

Po pierwszych dziesięciu minutach było już 2:0 dla CF Madrid. Kerżakow wykorzystał zamieszanie w 6 minucie, potem kilkadziesiąt sekund później piłka trafiła do siatki po strzale Hunnama i rykoszecie od obrońcy. Nie pamiętam, czy kiedykolwiek wcześniej miałem wyrzuty sumienia z powodu za dobrej gry mojej ekipy. Tutaj trochę tak było – czułem się lekko nieswojo, widząc te smutne twarze piłkarzy i kibiców z Holandii i bezradne próby ratowania sytuacji przez trenera drugiej drużyny. Skończyło się ostatecznie na 3:0, więc gospodarze nie mieli nawet tej odrobiny radości z gola honorowego. CF Madrid okazał się tego dnia bezlitosny.

Na kogo CF Madrid trafi w półfinale Ligi Europy? Czy dobra passa będzie też trwać w lidze? Zapraszam już dzisiaj na kolejny odcinek mojej kariery w PES 2017. Ciekawostki z moich karier znajdziesz też Facebooku/Twitterze/YouTube.

<—————– Poprzedni odcinek  Następny odcinek ——————>

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *