Moja kariera w PES2017 #19: Diabeł tkwi w Niangu

Halilovic Eggestein startyBrucevsky wzmacnia skład młodym talentem z Fiorentiny i prowadzi CF Madrid ku serii dobrych wyników w Serie A. Z zaskoczenia bierze go dopiero Milan, który odnalazł swojego zbawiciela w Niangu. Zapraszam na kolejny odcinek mojej kariery w PES 2017.

16 stycznia

Achille Emana wrócił z wypożyczenia bogatszy nie tylko o nowe doświadczenia, ale też umiejętności. 77 OVR zapowiadało, że będę miał z niego pociechę. Choć Kameruńczyk potrafi grać nie tylko na boku boiska, ale też jako ofensywny pomocnik, zdecydowałem się poszukać jeszcze jakiegoś wzmocnienia na pozycję rozgrywającego. Niby Casteldine wypada nieźle, Halilovicia zawsze mogę też przesunąć na środek, ale czułem, że jeszcze czegoś mi brakuje. Akurat okazało się, że Fiorentina szuka klubu, do którego mogłaby wypożyczyć 17-letniego Ilicicia. Dogadać się nie było łatwo, bo młody gracz chciał mieć pewność, że dostanie swoje szanse na boisku. Tych zagwarantować mu nie mogłem, ale musiałem kłamać. Szkoda było wypuścić szansę na pozyskanie tak zdolnego gracza. Z samą Violą udało się nawet ustalić kwotę wykupu na poziomie 9 milionów euro. To może być transfer dekady CF Madrid, jeśli Słoweniec się sprawdzi.Ilicic w CF Madrid

20 stycznia

Pescara miała prawo obawiać się konfrontacji z zespołem, który dopiero co zdemolował Napoli 6:0. Jak to często w takich sytuacjach bywa, nasz kolejny występ już tak rewelacyjny nie był. Kilkanaście miesięcy temu taka nieskuteczność, jak w meczu z zagrożonym spadkiem rywalem, kosztowałaby nas punkty. Tym razem jednak udało się wymęczyć skromny triumf 1:0. Zadecydowali znowu zmiennicy – wpuszczeni po godzinie gry Dzalto i Ould-Chikh, którzy we dwójkę rozmontowali niespecjalnie solidną defensywę. Mogłem odetchnąć, przyglądając się tabeli, w której nadal byliśmy zaraz za podium.

25 stycznia

Przewaga psychologiczna podobno dużo znaczy w rozgrywkach pucharowy. Przypominałem więc swoim piłkarzom wielokrotnie, jak to dopiero rozbili Napoli 6:0. Liczyłem na powtórkę, ale nie omieszkałem też zasugerować, że teraz może być dużo trudniej. Na pewno nie możecie ich zlekceważyć, to gwiazdy światowej piłki, które mają może gorszy okres, a wtedy miały fatalny dzień, ale dzisiaj mogą już zagrać na miarę swojego potencjału – ostrzegłem w szatni.

Miałem rację. Napoli było dużo bardziej uważne. Podania były bardziej przemyślane, obrona dużo ostrożniejsza w swoich działaniach. Nawet jednak ta dużo lepsza gra nie powstrzymała nas przed wyjściem na prowadzenie 2:0. Rządził i dzielił Pulisić, który po pierwszym słabym sezonie, teraz od miesięcy był w gazie i notował asystę za asystą. Gojo i Balde, jego dwaj rywale na lewe skrzydło, byli daleko w tyle w wewnętrznej rywalizacji. Amerykanin znakomicie rozdzielał podania, dyktował tempo gry i brał udział w praktycznie każdej akcji pod bramką gości.

Byłoby świetnie, gdyby tylko tuż przed przerwą Milik nie wykończył z kilku metrów znakomitej indywidualnej akcji Allana. 2:1 było wynikiem, który wydawał się satysfakcjonować obie strony. My mieliśmy potrzebne zwycięstwo, przyjezdni cennego gola na wyjeździe. W drugich czterdziestu pięciu minutach nic się nie zmieniło. Rewanż zapowiadał się znakomicie.

29 stycznia

Nie mam szczęścia do takich dwumeczów w kontekście sytuacji kadrowej. Znowu musiałem składać wyjściową jedenastkę na szybko, godząc się z absencjami kilku kluczowych nazwisk. Bez kapitana Ferriniego i Eggesteina, których zmorzyła choroba, a także dwóch nominalnych defensywnych pomocników Cozarriego i Tymoschuka – nie wyglądało to na papierze zbyt dobrze. Dziennikarzom i pewnie skautom Napoli namieszałem dodatkowo w głowach, posyłając w bój od pierwszej minuty Ilicicia. Jak debiutować, to z przytupem. Ponownie na murawie po przeciwnych stronach stanęli dwaj doskonali w powietrzu snajperzy, Shearer i Hunnam. Poprzednią bitwę wygrał Irańczyk, teraz liczyłem na jego równie dobry występ.

Napoli od pierwszych chwil grało moim zdaniem zbyt zachowawczo. W teorii skromne zwycięstwo 1:0 oznaczało ich awans, ale liczyć na taki wynik z grającym ofensywnie CF Madrid? Ja bym to nazwał samobójstwem. Kibice oglądali więc gospodarzy, którzy atakowali z kontry, trzema-czterema piłkarzami, co było zbyt proste do rozstrzyfrowania i zatrzymania przez trio Kalaica-Wasilewski-Stankovich. W 30 minucie plan neapolitańczyków runął – Steiber dograł spod linii bocznej na jedenasty metr, a Hunnam wygrał kluczowe starcie w powietrzu, zaskakując golkipera.

Czy to zmieniło obraz gry? Nie, w żaden sposób nie zmotywowało Napoli do większej otwartości. Po bezbarwnym występie Sarri i jego skład musieli więc pożegnać się z krajowym pucharem. Teraz będą mogli skoncentrować się na nadrabianiu strat w Serie A.

4 lutego

Strat za to chcieliśmy uniknąć my w konfrontacji z Chievo. By utrzymać się na miejscu premiowanym awansem do Ligi Mistrzów i być może postraszyć Juventus na szczycie tabeli, musieliśmy takie batalie o punkty wygrywać. Udało się, ale skromny triumf 1:0 po golu z rzutu karnego Halilovicia przypomniał mi, że jest jeszcze co poprawiać. Najważniejsze jednak były trzy oczka, które dawały nam w tym momencie sezonu drugie miejsce w lidze.

9 lutego

Nasza seria ostatnich zwycięstw i aktualna przeciętna dyspozycja Lazio w rozgrywkach ligowych sugerowały, że na Stadio Olimpico powinniśmy celować w pełną pulę. Doskonale zdawałem sobie jednak sprawę, że zdobyć trzy punkty w stolicy nie będzie łatwo. Ustawienie rzymian, z wysoko grającymi bocznymi obrońcami, którzy nad wyraz często wędrują w okolice pola karnego rywali, z jednej strony oznaczało spore kłopoty dla mojej trójki stoperów, z drugiej otwierało sporą szansę dla skrzydłowych. Poleciłem bocznym pomocnikom wspierać Wasilewskiego i Bierezuckiego, którzy akurat w Rzymie wybiegli w pierwszym składzie, a Gojo i Balde Keicie szukać wolnej przestrzeni na skrzydłach. Czułem, że Lukaku i jego partner z prawej flanki dadzą im kilka okazji na wejście w pole karne, spóźniając się z powrotem. Nie pomyliłem się. Dzalto dostał dwa perfekcyjne dogrania spod linii bocznych jeszcze w pierwszej połowie i szybko ustalił wynik konfrontacji na 2:0.

15 lutego

Nie bałem się wizyty Milanu na Stadio America. Rossoneri wlekli się gdzieś w okolicach ósmego miejsca w tabeli w tym sezonie, a do nas przyjeżdżali z kontuzjowanymi Baccą i Lapadulą. Zastąpić na szpicy miał ich chimeryczny Niang. Pech chciał, że akurat tego dnia był on w wybornej dyspozycji. Milan grał przeciętnie, próbując utrzymywać nasze wysokie tempo, ale wystarczyła chwila nieuwagi moich stoperów, by za sprawą swojego napastnika wyszedł na prowadzenie. Kapitan Halilović szybko wyrównał, popisując się efektownym rajdem i wejściem w pole karne z prawej strony.

To był ostatni raz w tym meczu, w którym golkiper Gabriel popełnił jakikolwiek błąd. Potem był już krzyżówką herosów z uniwersum Marvela, popisując się niezwykłym refleksem, pewnym chwytem i umiejętnością przewidywania naszych zagrań. Czasu było coraz mniej, nadal utrzymywał się mało pozytywny dla nas remis, gdy Wasilewski źle zagrał po kontrze Rossonerich i podał do czającego się na 30 metrze Nianga. Snajper posłał precyzyjną bombę za kołnierz zaskoczonego Speroniego i zostaliśmy z niczym. Dopiero co zniwelowana strata do Juventusu, znowu powiększyła się do czterech oczek…

Czy porażka z Milanem oznacza początek kłopotów CF Madrid? Na to pytanie poznacie odpowiedź już w kolejnym odcinku mojej kariery w PES 2017. Tradycyjnie zapraszam też na profile społecznościowe, gdzie regularnie dorzucam screeny i filmiki z PES-a i innych ogrywanych tytułów – Facebooku/Twitterze/YouTube.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *