Red Steel #9: W świecie finansjery

Wróciłem do baru Harry’ego wycieńczony po grze Tetsuo. Przyjąłem podziękowania od zleceniodawcy, który z podziwem patrzył na mój wyczyn, po czym ruszyłem w stronę wyjścia. Zaczepił mnie od początku nieprzychylnie patrzący na moją obecność młody Japończyk w szarym garniturze. W głosie wybrzmiewała pretensja.

– Ej, gdzie idziesz gajinie? Kiedy ruszasz z kolejną misją?

– Nie teraz. Muszę odpocząć i zregenerować siły.

– Tokai tylko na to czeka, że dać mu czas na zmobilizowanie sił!

– Tokai czeka na katana-giri i nic nie zrobi, żeby nie ryzykować utraty cennego miecza. Więc może tylko przygotować się do obrony już posiadanych wpływów. Jak pokazała sytuacja z Tetsuo, już dobrze wie, że nadchodzę. Dzień nie zrobi więc nikomu różnicy.

Nie czekałem nawet na kolejną odpowiedź. Wyszedłem i udałem się do pokoju hotelowego, by odetchnąć. Organizm domagał się snu po ostatnich wydarzeniach. To było kilka bardzo intensywnych dni, a jeszcze obrywałem jetlagiem.

Powinienem regenerować siły przez kilka dni, by wrócić do optymalnej formy, ale w uszach dudnił mi głos Miyu i ostatnie zdania jednego z czekających na moją pomoc członków organizacji Sato. Wróciłem więc już następnego dnia do baru Harry’ego, po drodze odbywając krótki trening w dojo. Niechętnie wybrałem misję od upierdliwca w garniturze, który tak dopraszał  się interwencji. Tym razem miałem pomóc poruszającemu się na wózku inwalidzkim finansiście, który sprawuje pieczę nad kasą spływająca z różnych sektorów. To może zaboleć Tokaia. Ucieszyłem się na myśl o potencjalnych skutkach dobrze wykonanego zadania.

Nie wiem dlaczego znowu dałem sobą pokierować, ale kolejny raz musiałem przebijać się kanalizacją i wchodzić do budynku tajnym przejściem przez magazynek. Tak jakby wejście do lobby z tej strony robiło dużą różnicę. Na parterze, przy recepcji, czekał jeden ochroniarz. Nie wpadł w panikę, nie wszczął alarmu, nie zaczął nawet strzelać. Wyjął miecz i wyzwał mnie na pojedynek. Ach ta Japonia. Pokonałem go kilkoma sprawnymi cięciami i wyuczonym atakiem specjalnym. Może jednak moi zleceniodawcy mieli rację, bo chyba nadal nikt nie wiedział o mojej obecności.

Szklana pułapka

A jednak. Wystarczyło, że pokonałem kilka schodków na piętro wyżej, by nagle uaktywniło się kilku zbirów i rozpoczęła się strzelanina. Gdy zamilkł ostatni pistolet trzymany przez człowieka Tokaia, przeszukałem ciała i znalazłem potrzebną kartę do zablokowanych drzwi. Rozpoczął się długi i żmudny marsz na szczyt wieżowca, którego nie ułatwiał mi posiadany zestaw broni. Automatyczny shotgun M12 i karabin snajperski niekoniecznie sprawdzały się na open space’ach, gdzie było sporo wolnej przestrzeni i mnóstwo gratów blokujących drogę kulom. Przy pierwszej dobrej okazji wymieniłem więc snajperkę na uzi, by móc odpowiedzieć gradem pocisków na te dziurawiące wszystko wokół mnie serie wrogów.

Moim celem była pagoda na szczycie, gdzie urządził się Kenzo Chiba. Czekając na windę, która zabierze mnie tam, stałem się łatwym celem dla nadciągających z odsieczą gangsterów. Mieli jednak o tyle pecha, że do pokoju, w którym przebywałem prowadził długi i pusty, kilkumetrowy korytarz. Mogłem zabawić się w Leonidasa i zasadzić w dogodnym miejscu do obrony. Pierwsza fala padła, naiwnie wierząc, że zdołają do mnie podejść. Druga próbowała rozegrać to bardziej taktycznie, ale dźwięk otwierających się drzwi windy pozbawił ich cennego czasu i zmusił do desperackich kroków. Zginęli równie kiepsko, jak ich poprzednicy.

Dobrze przeczuwałem, że pagoda będzie jednym z trudniejszych obszarów do pokonania. Gęsta roślinność, nierówny teren i jeszcze ten przepływający środkiem strumyk komplikowały plan szybkiego przebiegnięcia na drugą stronę. Tam tymczasem zaczaił się snajper, który dość skutecznie blokował mnie, strzelając celnie i spokojnie we wszystko co się rusza. Musiałem wykorzystać scenerię na swoją korzyść i chowając się za większymi głazami, zmylić go na tyle, żeby z bliska oddać celne strzały z uzi.

Normandia

W biurze Chiba szybko dostrzegł katanę-giri u mojego boku. Prywatny ochroniarz próbował mnie zatrzymać w walce na miecze, ale nie miał szans. Na prośbę księgowego darowałem mu życie. Na krótko, bo zaraz później zginął od kul przybyłych z odsieczą gangsterów. W budynku aktywowano system alarmowy i odcięto mi drogę ucieczki. Kenzo najwyraźniej jednak tylko czekał na okazję, by uciec od Tokaia i wrócić do współpracy z Sato. Zgodził się pomóc mi w ewakuacji, otwierając awaryjnie kilka przejść ze swojego komputera. By jednak to zrobić, potrzebował czasu.

Zrobiła się tam mała Normandia, bo zewsząd nacierali gangsterzy. Zajmowali pozycje na balkonach, licząc na złapanie mnie w krzyżowy ogień. Niedoczekanie. Wbiegłem po schodach po prawej i z M12 w ręku zacząłem przebijać się na drugą stronę. Kilku przeciwników wpadło, widząc to, w panikę i zaczęło bezmyślnie uciekać, wystawiając się plecami. Dwa razy musiałem na chwilę przystanąć i ukryć się, czekając na opróżnienie magazynków przez członków yakuzy, ale ostatecznie całkiem sprawnie odparłem atak. Otwarte! – krzyknął Chiba, a ja rzuciłem się do bocznych drzwi. Niestety czekał mnie żmudny powrót na parter, a tym samym kolejny rajd przez pagodę. Wrogowie ustawili tam barykadę, którą tworzyło trzech snajperów i kilku gości z karabinami, poukrywanych w krzakach. Przyjąłem kilkanaście pocisków, bo strzelcy wyborowi po drugiej stronie znakomicie się asekurowali i utrudniali przycelowanie. Padł pierwszy. Padł drugi. Padł trzeci. Swoją robotę jednak wykonali, bo zabrali mi kilkadziesiąt sekund cennego czasu. Sytuacja wyglądała naprawdę źle. Za moment mogłem wpaść w ręce glin i prawdopodobnie stracić katanę-giri, którą jakiś przekupiony funkcjonariusz przekaże Tokaiowi. Niespodziewanie jednak yakuza zaczęła się nagle wycofywać, by samemu uniknąć schwytania. Zrobili to odrobinę za wcześnie, a ja skorzystałem z drogi przez kanały, by bezpiecznie się ewakuować. Jednak ten pomysł zleceniodawcy, by nie wchodzić frontem, na coś się przydał.

Red Steel to wydany ekskluzywnie na Nintendo Wii FPS z 2006 roku, który jako jeden z pierwszych z gatunku próbował wykorzystać właściwości kontrolerów ruchowych. Jak wypada w praktyce? Opowiem wam o tym, relacjonując swoje boje w grze. Obserwuj profile Gralingradu na Facebooku/Twitterze/YouTube, by nie minąć żadnych ciekawych treści i dołączyć do jedynej takiej społeczności! A jeśli podobają Ci się moje opowiadania i kariery – możesz też wesprzeć mnie na Patronite.

<— Poprzedni odcinek

<— Początek serii

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.