Moja kariera w FM 2016 #92: Mundialowy syndrom R9

Nie żaden Eden Hazard, myślący o emeryturze Cristiano Ronaldo czy nadal dominujący na świecie Lionel Messi, a skromny marokański skrzydłowy, grający na co dzień w Paris FC, był na ustach wszystkich w trakcie fazy grupowej kanadyjskich mistrzostw świata w piłce nożnej w 2022 roku.

Hicham Khaloua nie raz już udowadniał, że równie dobrze czuje się w naszych barwach, co w trykocie reprezentacyjnym. Co raport z jego występów w drużynie narodowej, to niemal same pochwały. Na mundialu nasz reprezentant też grał pierwsze skrzypce. Najpierw zaliczył hat-tricka w potyczce ze Szwecją, zapewniając swojej ekipie remis 4:4. Później dwukrotnie wpakował piłkę do siatki z Kostaryką, znowu pomagając zdobyć reprezentacji punkt. Wszystkie oczy były na niego zwrócone przed trzecią kolejką, bo mógł potwierdzić wysokie umiejętności na tle faworyzowanej Argentyny. Na barki spadły mu oczekiwania całego kraju, który widział w nim ostatnią i jedyną szansę na awans do fazy pucharowej.

Nie wiem, co konkretnie się wydarzyło, ale Khaloua pierwszą połowę odbył, bo nie można tego nazwać graniem. Dziwnie stłamszony i przygaszony, nie istniał na boisku. Na drugą połowę już nie wyszedł. Nie trzeba było długo czekać, bo już pod koniec drugiej połowy w sieci zaczęły pojawiać się teorie spiskowe porównywalne do tych dotyczących Ronaldo z mistrzostw świata we Francji w 1998 roku. Khaloua dotknął syndrom R9?

Piękna historia spisana wcześniej miała smutny koniec. I o ile po pierwszych występach podopiecznego miałem prawo martwić się o jego przyszłość, a konkretnie szanse zatrzymania go na Stade Chariety, o tyle po trzecim spotkaniu widziałem już inny problem. Maroko odpadło, Khaloua zawiódł i wracał do mojej drużyny rozbity. Mój kapitan przystępował do okresu przygotowawczego, wyglądając jak cień samego siebie. Jeszcze przez telefon poleciłem mu, by przedłużył sobie urlop o kilka dni i spędził go z bliskimi. Oby to cokolwiek pomogło.

Nieobecność Hichama otworzyła mi oczy na duże niedopatrzenie. Zwolniwszy dwóch rezerwowych skrzydłowych zostałem nagle z ledwie trzema sensowymi piłkarzami na tej pozycji, z których jeden miał dołączyć do drużyny dopiero za kilkanaście dni. Zaczęło się gorączkowe szukanie wzmocnień. Kogoś na poziomie Ligue 1, perspektywicznego, ale jednocześnie gotowego zaakceptować start z pozycji rezerwowego. Niełatwo upolować kogoś przy takich wymaganiach.

Plan awaryjny zakładał nawet tak ryzykowny krok, jak rezygnacja z ustawienia ze skrzydłowymi. Traktowałem go jako ostateczność, ale w gruncie rzeczy cały czas myślałem o strategii na nowy sezon. W głowie walczyły dwie koncepcje – różnych formacji na mecze u siebie i wyjazdowe oraz dwóch ustawień, zmienianych co kwartał.

30 czerwca uścisnąłem dłoń Kostasowi Mitroglou i podziękowałem mu za rok współpracy. Grek wracał z wypożyczenia do Hiszpanii. Nie podbił Francji, sporo czasu spędził na leczeniu urazów, ale gdy było trzeba, dał kibicom powody, by go uwielbiali. I dlatego też żegnany był niemal jak odchodząca na emeryturę legenda. Czułem, że temat napastnika jeszcze wróci. Niech tylko moi strzelcy zatną się na kilka spotkań i zaraz ktoś wyciągnie mi fakt, że nie wykupiłem Mitroglou.

Zapewniłem sobie jednak, mam w każdym razie takie wrażenie, odpowiednie zabezpieczenie przed takim scenariuszem. Z Mediolanu na początku lipca przyjechał młody albański lis pola karnego, Sokol Hoda. 22-latek nie znalazł uznania na San Siro, gdzie konkurencja jest dużo większa. Na Stade Chariety wydawał się jednak pasować idealnie. Już po pierwszym sparingu, z Antwerpią, czułem, że wybije kibicom z pamięci Mitroglou. To był łowca bramek z prawdziwego zdarzenia, którego od innych moich napastników różnił ciąg na bramkę i zdolność dopadania do odbitych piłek. Powinien się idealnie skomponować z mającymi inną charakterystykę Ba, Jungiem czy nawet Muratoviciem.

Nie przegap nowego epizodu –  obserwuj profile Gralingradu na Facebooku/Twitterze/YouTube, by nie minąć kolejnych materiałów! A jeśli podobają Ci się moje opowiadania i kariery – możesz też wesprzeć mnie na Patronite.

<——- Poprzedni odcinek   Następny odcinek —–>

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.