Moja kariera w FM 2016 #83: Mój człowiek, a ich kapitan

Po czterech meczach w barwach klubu dał mu opaskę kapitana?! Osiemnastolatkowi? Kto tak kurwa robi – straciłem nad sobą panowanie na przedmeczowym spotkaniu ze sztabem szkoleniowym. Informacje z obozu rywali były niezrozumiałe i wymykały się wszelkiej logice.

Nie byłem w stanie zrozumieć intencji trenera Nicei. Wiedział, że Le Permientier jest nadal naszym zawodnikiem. Może chciał w ten sposób zmotywować go, by zagrał na 110 procent? Upewnić się, że nie odpuści kolegom z Paryża, bo jako kapitan ma na sobie większy ciężar odpowiedzialności? A może chciał postawić go na świeczniku i sprawić, żeby jego stosunki z nami i kibicami PFC uległy drastycznemu pogorszeniu?

Młody, zdolny, ambitny, ale kapitanem bym go w tym momencie nie zrobił. W Nicei są jednak najwyraźniej odważniejsi.

Le Permentier, pomimo nikłego doświadczenia w Ligue 1, doskonale poradził sobie z presją i zaprezentował świetny poziom na boisku. Powstrzymał moich napastników na tyle skutecznie, że zdołali strzelić tylko jednego gola. Dzięki swoim wielu wygranym pojedynkom główkowym i dobrze wymierzonym odbiorom przyczynił się do końcowego remisu 1:1. Mogłem być rozczarowany, ale w duszy miałem sporo powodów do zadowolenia. Na kolejne sezony miałem już w kadrze naprawdę dobrego środkowego obrońcę, nad wyraz zdolnego i dojrzałego.

Kibice jednak, w przytłaczającej większości, patrzyli krótkowzrocznie. Remis ich rozczarował, a Le Permientier był bez wątpienia jednym z ojców tej wpadki Paris FC. Trochę oberwało mu się z trybun od co większych matołów. Po spotkaniu zbyłem temat i spróbowałem przenieść ciężar dyskusji na takich graczy, jak bramkarz Festa, który fenomenalnie bronił z Niceą i też pokazał, że może dać nam pewność i spokój na lata. Tu chodziło o zbudowanie drużyny na dekadę, a nie jednorazowy wyskok. Znowu próbowałem o tym przypomnieć fanom.

Punkty stracone z Niceą nadrobiliśmy zaraz później z Dijon, którą rozgromiliśmy 3:0. Niżej notowany rywal był tylko tłem dla popisującego się rozwagą, doświadczeniem i piłkarskim rzemiosłem PFC. Do starcia na Etihad Stadium z Manchesterem City zostały tylko dni, ale przy obecnej sytuacji w lidze nie mogłem oszczędzać swoich gwiazd. Do Monako wyjechaliśmy więc w komplecie. Regularnie rotowałem do tej pory posiadanym składem, więc każdemu obserwatorowi ligi trudno było wskazać nasz pierwszy garnitur i poprawnie wytypować wyjściowy skład na to spotkanie w księstwie czy mający odbyć się parę dni później mecz w Anglii. Nawet nasza najmocniejsza i najbardziej charakterystyczna broń, a więc skrzydła, budziły wątpliwości. Bo nikt nie mógł dać ręki, że na kolejne dziewięćdziesiąt minut na boisku zamelduje się Camara, a nie np. Dembele. Co ciekawe, sporo dyskusji było wokół zawodnika, który do tej pory w barwach paryskiej ekipy specjalnie wiele nie pokazał. Nie przypuszczałem, że narobi bałaganu akurat teraz…

Domyślasz się, o kim mowa? Odpowiedź już wkrótce. Nie przegap nowego epizodu –  obserwuj profile Gralingradu na Facebooku/Twitterze/YouTube, by nie minąć kolejnych materiałów! A jeśli podobają Ci się moje opowiadania i kariery – możesz też wesprzeć mnie na Patronite.

<——– Poprzedni odcinek    Następny odcinek ——–>

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *