Moja kariera w FM 2016 #11: Upolowani przez Żółty Październik

Polowanie_październikChyba tylko największy szaleniec i niepoprawny optymista mógł zakładać, że w rywalizacji z Villarreal Pena Sports ma jakieś szanse na awans. A że mój prezes ostatnio idealnie wpisywał się w ten opis, więc na potyczkę z reprezentantem Primera Division nie czekałem jakoś specjalnie.

Górna połowa tabeli trzeciej ligi to był co prawda postęp w stosunku do poprzedniego sezonu, ale nie taki, by wierzyć w ogranie dużo mocniejszego przeciwnika z najwyższej klasy rozgrywkowej. Okay, moi podopieczni w wielu przypadkach poczynili spore postępy, ale gdzie im było do Bakambu czy Soldado. Od początku czułem, że skończy się jakimś pogromem i celowałem w wyjście z twarzą z całej rywalizacji. Bałem się tylko, czego tak naprawdę oczekuje ode mnie i całego zespołu omamiony wizją sukcesu prezes.

W dniu meczu uzyskałem odpowiedź. Pocieszającą, bo szef postanowił wykorzystać udział Pena Sports na tym etapie rozgrywek do załatwienia sobie kilku kontaktów, wypracowania znajomości i rozpromowania swojej osoby. Goście z Villarreal zostali więc w klubie ugoszczeni po królewsku i mogli poczuć się nie jak w trzecioligowym zespoliku z prowincji, a w poważnym, prężnie rozwijającym się klubie piłkarskim. Drogie limuzyny, kosztowne garnitury, złote zegarki, kawior i szampan z najwyższej półki. A w budżecie już kilka milionów na minusie.

Villarreal_formacja

Nie są to może największe gwiazdy piłkarskiego świata, ale z takim składem Villarreal mógł być spokojny o ogranie Pena Sport.

Villarreal może nie zmiótł nas z powierzchni Ziemi, ale wygrał pewnie, nawet przez chwilę nie dając złudzeń mnie, piłkarzom i kibicom. Odpadliśmy jednak z honorem, nawet potrafiając wpakować futbolówkę do siatki. Mogłem z zadowoleniem wrócić do właściwej części swojej pracy i walki o awans z trzeciej ligi. Nadal mieliśmy szanse na baraże, trzymając się tuż za plecami czołówki.

Puchar_Hiszpanii

Koniec fajnej przygody. Kibice mieli sporo powodów do radości, zyskała też nasza renoma.

Nie umykało to uwadze szefom jedenastek z Hiszpanii, Włoch i Francji, którym akurat wiodło się gorzej. Zagrożenie spadkiem prowokowało prezesów Venezii, Rennes czy La Hoya do zainteresowania się, w akcie desperacji, dobrze sprawującym się trenerem z trzeciej ligi hiszpańskiej. Chociaż pewnie to moje dawne sukcesy robiły tutaj większą reklamę. Telefony do klubu rozbijały się na sekretarce, która realizowała konkretne polecenia prezesa i każde zapytanie kwitowała jasnym komunikatem – kwotą wykupienia mojego kontraktu. Ta rosła z każdym kolejnym telefonem, dobrym wynikiem Pena Sports i w zależności od renomy zainteresowanego. Ile?! – rzucali zaszokowani przedstawiciele po drugiej stronie słuchawki, gdy dowiadywali się o kwotach rzędu dwóch, trzech lub pięciu milionów euro. Na normalnych zasadach raczej z Pena Sports na razie nie odejdę…

Nie narzekałbym może specjalnie z tego powodu, gdyby nie rosnąca w zatrważającym tempie dziura budżetowa. Z każdym miesiącem traciliśmy setki tysięcy euro, a szans na poprawę tego stanu rzeczy trudno było szukać. Chyba nawet księgowa straciła już wiarę, że jakoś to poskłada do kupy i zaczęła tęsknie wyczekiwać ofert transferowych za co większe gwiazdy Pena Sports. Navarro, Baraides Saraiva czy Luizinho robili sobie dobrą reklamę, ale na razie nikogo nie interesowali. Budżet cierpiał, ale przynajmniej sytuacja w kadrze była spokojna…

<—— Poprzedni odcinek  Następny odcinek —–>

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.