Moja kariera w FM 2016 #107: A może by tak Aubameyang?

Kariera FM16Nazwisko Muratović widniało na liście transferowej od kilku dni. Zamierzałem dotrzymać danego sobie słowa i w zimowym oknie transferowym przebudować atak. To on w głównej mierze zawodził w minionych tygodniach.

Po meczu z Monaco do swojego bałkańskiego kolegi dołączył Andrew Jung. Naprawdę chciałem mojemu silnemu wieżowcowi dać jeszcze szansę, ale z klubem z księstwa zanotował dziesiąty kolejny występ bez strzelonego gola. Zespołowi mierzącemu w trofea nie przystoi trzymać takiego strzelca w kadrze, a tym bardziej opierać na nim swojej gry ofensywnej. Na początku grudnia obaj widnieli więc już na liście i kusili potencjalnych zainteresowanych. Wyglądało to nieźle, bo nawet dość szybko ustawiła się kolejka chętnych. Dość niespodziewanie pierwsza oferta przyszła z Gandawy, ale 800 000 euro za wycenianego na 1,7 miliona Muratovicia to było jednak trochę za mało.

Sam tymczasem zaplanowałem ze swoim asystentem i szefem skautingu kilka kolejnych wieczornych spotkań, by przejrzeć listę następców dla odchodzącej dwójki. Co na początek, trenerze? – zapytał współpracownik. To oczywiste, pokaż mi proszę listę graczy wystawionych na listę transferową – odpowiedziałem. Zamierzałem ruszyć budżet, to prawda, ale nie chciałem przy tym rezygnować ze swojej polityki polowania na gwiazdy za bezcen. Jedną z pierwszych postaci, które rzuciły się w oczy, był skłócony z Lyonem Moussa Diaw. Cholernie ambitny, bardzo szybki 21-latek, który nie mógł się przebić w Olympique. Jednocześnie miał spore możliwości, co pokazał w sezonie 2020/2021, gdy na wypożyczeniu w Angers w Ligue 1 strzelił czternaście goli w 30 meczach. Cena? Wystawiony był za równe dziesięć milionów.

– To dobra kandydatura. Perspektywiczny zawodnik już dzisiaj na poziomie Ligue 1 – skwitował szef skautingu.

– Też tak myślę. No dobra, ale jakie alternatywy? – dopytałem.

Głośni i rozpieszczeni

Okazało się, że za grosze mógłbym sprowadzić na Stade Chariety uznane nazwisko. Pierre-Emerick Aubameyang, Olivier Giroud, Mattia Destro. Wszyscy nadal reprezentowali dobry poziom. Wielkie doświadczenie, świetna marka. Kibice na pewno będą zachwyceni, a wraz z nimi reklamodawcy i sponsorzy – uargumentował kandydatury asystent. Miał sporo racji. Wszystkich jednak łączyło też to, że przed piłkarską emeryturą koniecznie chcieli dużo zarobić. O ile więc na transferze bym oszczędził, to zafundowałbym sobie komin płacowy. Być może, w dalszej perspektywie, też konflikt w szatni. Te opcje więc odpadły.

Nauczony doświadczeniem zaproponowałem Lyonowi równe dziesięć baniek. Wiedziałem, że jak zacznę się targować, to do umowy wepchną milion klauzul i zażyczą sobie procentu od kolejnej sprzedaży. Miałem prawie pięć razy tyle gotówki na transfery, więc nie zamierzałem się bawić. Dogadaliśmy się szybko, bo okazało się, że Diaw jest gotów na kilka ustępstw, byle wyrwać się z beznadziejnej sytuacji. I tak największy transfer jokerowy jesieni stał się faktem, jak nazwały go później francuskie media. W podsumowaniu dowiedziałem się jeszcze, że mój niedawny podopieczny, bramkarz Matosević, zupełnie się nie odnalazł w Nimes i jest na wylocie. Szkoda Słoweńca, wyglądał na zdolniejszego.

A Złotą Piłkę zdobył…

Zaczynał się styczeń 2023 roku. Miałem napastnika z prawdziwego zdarzenia, który będzie mógł trochę odciążyć Hodę. W obwodzie jeszcze dobrze uzupełniający ich Ba. Pozostało sprzedać Muratovicia i Junga, a potem zastanowić się, czy ewentualnie nie przydałby się jeszcze PFC snajper numer cztery. Miałem dwóch zdolnych grajków w juniorach, to była pewna opcja. Miałem też spore szanse, że lada moment zostanie mi tylko Ligue 1, więc zbyt długa ławka rezerwowych wydawała się zbędnym luksusem. Z drugiej strony, nasza sytuacja w lidze wyglądała kiepsko i musiałem być przygotowany na każdą ewentualność. Paris FC tracił do czołowej czwórki dziesięć punktów i więcej, więc czekała nas wiosenna pogoń za Rennes, Lille czy Monaco. W takiej chwili każda kontuzja, każda grypa i wirus FIFA, mogą mieć decydujące znaczenie.

Przysiadłem przy laptopie i zajrzałem na skrzynkę pocztową. Tytuł jednej z wiadomości nie wróżył niczego dobrego. I cały misterny plan w pizdu – rzuciłem pod nosem, wczytując się w treść.

Nie przegap nowego epizodu –  obserwuj profile Gralingradu na Facebooku/Twitterze/YouTube, by nie minąć kolejnych materiałów! A jeśli podobają Ci się moje opowiadania i kariery – możesz też wesprzeć mnie na Patronite.

<——- Poprzedni odcinek  Następny odcinek —->

<—— Początek serii

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.