Moja kariera w PES2017 #33: Płaczący osiemnastolatek

Brucevsky, z konieczności i z wyboru, daje szanse kilku rezerwowym. Efekty tych zmian szokują nawet jego – dostaje thriller z happy-endem i płaczącego wychowanka. Zapraszam na 33. odcinek mojej przygody w Master League w PES 2017.

2 listopada

Rewanżowa potyczka z Arsenalem w Lidze Mistrzów była dla mnie wyzwaniem. Trudno było zmotywować chłopaków na sto procent, gdy awans mieli już praktycznie w kieszeni, a poprzednio Kanonierów rozjechali na Emirates Stadium bez większych trudności. Dałem więc szansę kilku nominalnym rezerwowym, licząc, że spróbują się pokazać i pociągną ten wózek. Nawet im jednak udzielił się klimat rozprężenia, więc grupowa potyczka z londyńczykami w niczym nie przypominała tej poprzedniej.

Strzały na wiwat, rozegrania bez pomysłu. Goście w teorii byli bardziej zainteresowani graniem, ale nawet z Ozilem i Sanchezem w składzie klepali jakoś tak nieporadnie. Widać, że Arsene ma problem ze swoim składem i potrzebuje czasu, by zgasić pożar. Ale czy po nim nie zostaną już tylko zgliszcza? Być może tak będzie, do czego sami przyłożyliśmy rękę. Ostatecznie wygraliśmy 1:0 po golu Balde Keity w 88 minucie. Przewaga nad drugą Barceloną utrzymana.

9 listopada

No kurwa jego mać! – zaklął siarczyście w swoim ojczystym języku Monnet-Pacquet sekundy po tym, jak piłka po jego strzale głową minęła o centymetry lewy słupek bramki Sampdorii. Ciężko oglądało się tego dnia młodego Francuza. Nie dlatego, że zawodził. Wręcz przeciwnie, dostał szansę od pierwszej minuty i robił wszystko, by ją wykorzystać. Szarpał przy linii, angażował się do rozgrywania, wracał do obrony, strzelał i dobrze się ustawiał. Nie potrafił jednak w żaden sposób udokumentować swojego występu. Dla mnie brak gola czy asysty niewiele znaczył, bo Monnet-Pacquet nie miał i tak szans na pierwszą jedenastkę w tym momencie, a tym występem pokazywał, że w razie co mogę na niego liczyć. Jemu to jednak nie wystarczyło.

W końcu, gdy w 85 minucie sędzia nie uznał faulu na nim w okolicach pola karnego, po prostu się popłakał. Z wściekłości i bezsilności. To nie był przyjemny moment, płaczący 18-latek wywołuje konsternację i wprowadza taki dziwny nastrój. To był trudny, choć wygrany przez nas przecież spokojnie 2:0, mecz.

20 listopada

Wirus FIFA dopadł też CF Madrid. Ze zgrupowań swoich reprezentacji niemal połowa mojej kadry wróciła w gorszym stanie niż powinna. Dwa przypadki przeziębienia i jeden dużego wyczerpania jeszcze byłem w stanie zrozumieć i zaakceptować, to zwyczajne zdarzenia losowe. Ale reszta? Wybity paluch, skręcona kostka, zwichnięty nadgarstek. Przed meczem z Genoą miałem bardzo ograniczone pole manewru, bo spora część ekipy wyglądała, jak po niezbyt udanym starcie w runmageddonie.

Z Genoą dostali więc okazję zawodnicy, którzy od pierwszych minut nie pojawiają się na murawie zbyt często. Wśród nich znowu Monnet-Pacquet, znowu nakręcony i zmotywowany, by zaznaczyć swoją obecność. Nie on jednak na otwarcie zagrał popisowką solówkę. To Sessegnon, posyłając potężną bombę w samo okno bramki rywali, zebrał burzę braw. Wydatnie pomógł mu w tym jednak Casteldine, który koncertowo poprowadził piłkę spod linii bocznej do środka boiska i ściągnął na siebie dwóch oponentów, robiąc potrzebne miejsce.

Potem nasz ofensywny pomocnik zrobił swoje i szybko zrobiło się 3:1. Wreszcie w 83 minuty kropkę nad „i” postawił Eggestein. Niemiec przełamał się po dłuższym czasie i niejako odpowiedział na liczne trafienia w minionych dniach Hunnama i Dzalto. Nie jego jednak oklaskiwaliśmy ze sztabem i rezerwowymi najmocniej. Asystował w tej akcji Monnet-Pacquet, posyłając wypieszczone podanie idealnie w tempo do kolegi z ataku. W końcu się doczekał.

23 listopada

Problem zbyt szybko rosnącego znaczenia Hunnama rozwiązał się po części sam, gdy na jednym z treningów doznał on urazu mięśniowego. Nie była to wiadomość z gatunku tych pozytywnych, ale przynajmniej Dzalto i Eggestein mogli w najbliższym czasie liczyć na szansę gry. Tym samym dostawali okazję, by udowodnić, że zasługują na pierwszy plac i nie muszą godzić się już z rolą żelaznych rezerwowych.

Byłem spokojny, bo obaj już w przeszłości popisywali się umiejętnościami strzeleckimi. Gdy jednak z Lazio Eggestein zanotował anonimowy występ, a trzy punkty musiał nam ratować golem w 96 minucie przesunięty z konieczności na środek ataku Kerżakow, zacząłem się odrobinę martwić.

Oops I did it again. Znowu z Lazio, znowu w doliczonym. 😉

Czy rezerwowi napastnicy naprawdę nie udźwigną ciężaru odpowiedzialności? O tym już niedługo w nowym odcinku mojej kariery w PES 2017. Bądź na bieżąco z kolejnymi odcinkami i ciekawostkami ze świata PES-a, obserwując profile Gralingradu na Facebooku/Twitterze/YouTube.

<———- Poprzedni odcinek   Następny odcinek —————->

Może Ci się również spodoba

1 Odpowiedź

  1. Karol pisze:

    Też uwielbiam tę gierkę 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.