Moja kariera w FM 2016 #54: Księstwo kopaczy

Wylosowanie broniącego tytułu Monaco w 1/8 finału Pucharu Ligi miałem prawo nazywać pechem. Zarząd i kibice wyraźnie sugerowali mi, że nie życzą sobie odpuszczania tych rozgrywek i chcą zobaczyć Paris FC walczące o trofeum.

Co gorsza równie ambitnie podchodzili do sprawy niektórzy zawodnicy, jak mój lider środka pola Tomislav Gomelt. Chorwat z niecierpliwością wyczekiwał na moment, gdy będzie mógł wpisać w swoim CV zwycięstwo w jakichkolwiek rozgrywkach i z nieznanych mi powodów szczególnie upodobał sobie właśnie Puchar Ligi. By więc nie psuć stosunków z zarządem, fanami i częścią składu, musiałem poważnie podejść do nadchodzącej batalii z bogaczami z południa.

Miałem w planach wypróbowanie w krajowych pucharach kilku rezerwowych, ale obecne okoliczności wyraźnie mi to uniemożliwiały. Musiałem odrobinę pozmieniać założenia, by w końcu dać też szanse na boisku młodym Ba i Langefjellowi. Obu bacznie obserwowałem z członkami sztabu szkoleniowego, widząc w nich przyszłe gwiazdy francuskich boisk. By jednak nie zmarnować talentu, musieli stopniowo wchodzić do gry i zbierać praktykę na boisku. Na Monaco ich jednak wypuścić nie mogłem, bo ryzykowałem zbieranie cięgów za wystawienie „rezerw”. A tego wolałem uniknąć, by czasem własnoręcznie nie zastopować dobrze funkcjonującej machiny ze Stade Chariety.

Do boju z Monaco posłałem więc niemal wszystkich liderów PFC w tym momencie. Zmotywowanego Gomelta, rewelacyjnych skrzydłowych Camarę i Khalouę, najskuteczniejszego do tej pory Muratovicia na szpicy. Mieli nawiązać walkę i pokazać się z jak najlepszej strony. Tylko tyle i aż tyle. Po przyjezdnych spodziewałem się gry na maksa – aktualna sytuacja w Ligue 1 wręcz wymuszała na nich dobrą grę w Pucharach Ligi i Francji jako jedynych potencjalnych dróg dostępu do rozgrywek europejskich.

Może to właśnie ta presja, a może wyraźny brak pomysłu na taktykę trenera Pako Ayestarana, sprawiły, że nasi rywale wypadli na Stade Chariety blado. Nerwowo budowane akcje, proste błędy przy wychodzeniu z piłką z własnej połowy. Tak łatwo moim podopiecznym nie grało się od dawna. Nawet ligowe ogórki dawały ostatnio większe wyzwanie. 3:0 zaskoczyło chyba wszystkich w równym stopniu. Rozwścieczyło też fanów Monaco, którzy nie przebierali w słowach, określając poziom swoich ulubieńców. Używkę miały też media, tworząc takie tytuły, jak „księstwo kopaczy”.

Pewne zwycięstwo Paris FC nad Monaco nie było największą sensacją tej rundy. Z pucharem pożegnało się już PSG, przegrywając po karnych z Nantes.

Na celebrację efektownego triumfu nie było specjalnie czasu. Moi zawodnicy, a szczególnie Gomelt, podkreślali w wywiadach, że celują w zwycięstwo w rozgrywkach. Ja tymczasem już od następnego poranka zacząłem przygotowania do batalii ze Stade Rennes. W ligowej czołówce było za ciasno, by choćby w jednym meczu odpuścić. Co gorsza, Paris FC zrobiło już sobie na tyle silną renomę, że zaczęło być respektowane przez rywali i solidnie rozpracowywane przez wysyłanych na nasze potyczki skautów. Nawet ich informacje jednak na nic się zdadzą, jeśli wszyscy wykonają bezbłędnie swoją robotę, prawda? No właśnie. Porażka 2:3 w ligowym meczu była efektem kolejnego zbytniego rozprężenia defensorów, którzy odpłynęli po golach swoich kolegów. A więc wracamy do treningów bronienia, Panowie – rzuciłem tylko wkurzony do zgromadzonych w szatni podopiecznych zaraz po meczu.

Czy Paris FC ustabilizuje formę nim będzie za późno? Kogo wylosujemy w 1/8 finału Ligi Mistrzów? Nie przegap następnego odcinka mojej kariery – obserwuj profile Gralingradu na Facebooku/Twitterze/YouTube.

<—————— Poprzedni odcinek   Następny odcinek ——————>

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *