Moja kariera w FM 2016 #34: Dajcie czas, krzykacze

Paris FC było jedną z dziesięciu najsilniejszych drużyn ligi francuskiej, oceniali eksperci. Jednocześnie jednak wróżyli mojego klubowi walkę o utrzymanie w jego drugim roku w Ligue 1. I jak tu sensownie odnosić się do ich opinii i przewidywań?

Okres przygotowawczy utwierdził mnie w przekonaniu, że Paris FC dysponuje wystarczającymi umiejętnościami, by w nadchodzących miesiącach punktować regularnie. Spadek nam raczej nie groził, ale nie byłem w stanie stwierdzić, czy mam już drużynę na europejskie puchary. Rayo Vallecano z Hiszpanii potrafiła ona ograć nawet 3:0, ale już z Udinese i Valencią zanotowała remis 1:1 i porażkę 1:2.

Początkowo kadrę wzmocniłem wypożyczeniami, polując już tradycyjnie na graczy z kontraktem kończącym się w przyszłym roku. W taki sposób udało mnie się za darmo sprowadzić poprzednio m.in. Alexisa Zapatę i Arturo Calabresiego. Teraz liczyłem, że gdzieś w swoich działaniach zagubią się włodarze Malagi i Fenerbahce, pozwalając mi podebrać im zdolnych skrzydłowych Adnane Tighadouiniego i Serdara Ince. Poszperałem też w młodzieżówkach gigantów z Serie A i odkryłem perspektywicznego golkipera Bergamaschiego z Romy i napastnika Babacara Ca z Lazio. To nie są wzmocnienia na teraz, ale za dwa-trzy sezony mogą stanowić o sile Paris FC.

Wypożyczenia nie naruszyły w żaden sposób dostępnego budżetu na transfery, więc nadal pozostawałem przed wyzwaniem przeprowadzenia spektakularnej transakcji, która ucieszy zarząd i kibiców. Miałem problem z wytypowaniem nawet nie tyle gracza wartego sporej sumy, co pozycji wymagającej wzmocnienia w pierwszej kolejności. Pomocną dłoń wysunął ku mnie los… przynosząc poważną kontuzję Mbodjiego. Trzy miesiące bez defensywnego pomocnika oznaczały, że w kadrze zostawał mi tylko jeden sensowny gracz środka pola, który skupia się na obronie, a nie ataku. Miałem więc wyczekiwany cel, mogłem ruszać polować.

Trenerski nos zaprowadził mnie do Genui. W kadrze Sampdorii znalazłem utalentowanego i niedocenianego na Półwyspie Apenińskim Tomislava Gomelta, który marzył o wyjeździe z Luigi Ferraris. Wyciągnąłem do niego dłoń, widząc w nim potrzebną nową jakość na Stade Chariety. Niestety natrafiłem na opór jego pracodawcy.

15 milionów złotych. Na tyle wyceniamy umiejętności Gomelta i tyle oczekujemy. Ani centa mniej – przedstawili swoje stanowisko włodarze Sampdorii. Nie lubiłem takiego podejścia do biznesu od zawsze i tylko spory talent chłopaka przekonał mnie, że warto dalej negocjować. O ile oczywiście nasze spotkania można w ogóle tak nazywać, bo Włosi naprawdę zawzięli się na ustaloną kwotę i nie zamierzali opuścić choćby 500 000 euro. Gdyby nie szybko zbliżający się start sezonu i brak lepszych alternatyw, zrezygnowałbym. Ostatecznie jednak poleciłem przelać żądane 15 milionów złotych. Około trzydzieści procent mojego transferowego budżetu.

Poczucie dobrze wykonanej roboty szybko odeszło w niepamięć, gdy na otwarcie sezonu Paris FC przegrało z US Orleans 0:1. Porażka była dotkliwa i niestety medialna, bo pokonał nas inny ubiegłoroczny beniaminek, któremu przewiduje się równie trudny drugi rok. Dziennikarze wyczuli krew i na konferencji dali mi później popalić. Ciężko było wszystko przyjąć na tarczę z napisem – wyniki obronią nas same, dajcie czas. Miałem jednak powody, by w to wierzyć. W ciągu dwóch tygodni okazało się też, że mam rację, bo z Guingamp i Lille dopisaliśmy sobie na konto po trzy punkty…

Jak będzie dalej? Czy Paris FC włączy się do walki o czołowe lokaty w Ligue 1? O tym w kolejnym odcinku. Informacji szukajcie na Facebooku i Twitterze.

<————— Poprzedni odcinek   Następny odcinek ————–>

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.