Nintendo też nie zawsze przykłada się do pracy

Super Mario SluggersSolidna firma, która niemal zawsze dostarcza gry wysokiej jakości, oferujące masę zabawy, zachwycające oprawą audiowizualną i idealnie wykorzystujące możliwości systemu. Pierwsza myśl na takie hasło? Oczywiście Nintendo. Sam pewnie bez zająknięcia wymieniłbym nazwę japońskiego koncernu, pamiętając te wszystkie dopracowane produkcje. Ostatnio jednak miałem okazję ograć Mario Super Sluggers na Wii, która wizerunek japońskiej korporacji trochę w moim mniemaniu nadszarpnęła.

Czym jest wspomniana produkcja? To baseball z przymrużeniem oka, w którym znane i lubiane postacie z uniwersum wąsatego hydraulika mierzą się na boisku w niezbyt popularnej w Polsce dyscyplinie sportowej. Dla laika w temacie opcja jak znalazł, bo Super Sluggers sprawnie tłumaczy zasady i wprowadza w podstawy, nie przytłaczając gracza setką sekretów i tajników gry w odbijanie piłki za pomocą kija.

Nie bawiłem się źle, co to to nie. Od czasu ukończenia Everybody’s Tennis na PSP mam jednak bardzo duże oczekiwania względem trybu kariery w grze sportowej i wymagam naprawdę sporo od twórców w tej kwestii. I właśnie tutaj Nintendo nie podołało. O ile do samej rozgrywki, meczów na boisku, nie można się przyczepić, bo są odpowiednio wymagające i dające mnóstwo frajdy, to całe założenia trybu „challenge” kłują w oczy prostotą, miałkością i niedopracowaniem. A przecież mowa o świecie Mario, Luigiego, księżniczki Peach i Bowsera, więc opcji na tło fabularne w Super Sluggers było bez liku.

Żadnej specjalnie atrakcyjnej historii twórcy jednak nie przygotowali. Znowu Bowser gra głównego złego i wraz ze swoim potomkiem próbuje popsuć zabawę Mario i spółce, którzy spotkali się na wyspie-raju dla fanów baseballa. Hydraulik zbiera więc kompanów, pomaga im odzyskać ich stadiony i ostatecznie rozprawia się z odwiecznym wrogiem. Ja rozumiem, że nie ma co od takich gier wymagać głębokich historii, zwrotów akcji i skomplikowanych rysów psychologicznych postaci, ale może chociaż jakieś zabawne dialogi, urocze animacje i komediowe scenki? Niestety w Super Sluggers tego brakuje.

Na domiar złego w trybie „challenge” graczowi przychodzi może zagrać z pięć pełnych meczów w baseball. Pozostałe kilkadziesiąt minut spędzi on na dziesiątkach mini-gier, z których większość to po prostu powycinane fragmenty potyczek. A to trzeba posłać piłkę w konkretne miejsce, a to zastosować specjalną umiejętność danego bohatera, a to zdobyć jeden punkt. Szybkie, krótkie wyzwania, które momentami trwają krócej niż poprzedzające je i następujące po wygranej ekrany ładowania.

Spodziewałem się po Nintendo czegoś lepszego. Wygląda jednak na to, że i takim perfekcjonistom zdarza się zrobić kontynuację na szybko, na kolanie. Tak jest z Super Sluggers, czyli stanowiącym skok na kasę sequelem produkcji z GameCube’a z 2005 roku.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *