New Yorker #9: Porady dla trupa

Nico nie miał czasu, by dłużej rozważać rozmaite scenariusze i analizować sytuację. Mleko się rozlało. Dwóch ochroniarzy, pilnujących wjazdu na osiedle, leżało w kałużach krwi obok jego samochodu. Wdepnął więc pedał gazu, wrzucił jedynkę i staranował szlabany. Duże gabaryty SUV-a tylko ułatwiły mu zadanie.

Bellic skręcił w alejkę po lewej stronie i szybko pokonał łagodny łuk. Dom Ancelottiego leżał ledwie kilkadziesiąt metrów dalej. Zatrzymał się na podjeździe i sięgnął po leżący na siedzeniu pasażera pistolet. Otworzył drzwi, ale nim zdążył wystawić choćby nogę poza pojazd, auto przeszyły kule. Tyle było z niespodzianki – rzucił do siebie Nico, po czym przeskoczył na drugą stronę pojazdu i otworzył drugie drzwi. Zaryzykował i skrył się za nimi, zajmując pierwszy przyczółek w tej nadchodzącej krwawej bitwie, o której już jutro będzie mogła rozpisywać się nowojorska prasa.

SUV przyjął kolejne pociski. Cichy i stosunkowo spokojny zimowy wieczór zaburzyły dźwięki kul rytmicznie zaznaczających swoją obecność na karoserii. Nico uśmiechnął się pod nosem i sięgnął na tylne siedzenie, gdzie leżała szara torba. Chwycił za wystającą lufę i wyciągnął karabin. Odbezpieczył, wychylił się i oddał serię w kierunku budynku. Zabawmy się! – krzyknął w stronę domu Ancelottiego, a następnie ruszył pędem w kierunku tarasu. Nikt nie próbował go zatrzymać. Oparł się plecami o ścianę i kątem oka dostrzegł przez okno przebiegające w środku postacie. Oddał kolejną serię. Brzdęk tłuczonego szkła i głośny jęk potwierdziły, że nie chybił.

Minutę później był już w środku. W karabinie wygodnie usadowił się nowy magazynek. Przed Nico na podłodze leżał ciężko ranny gangster. Kawałek dalej przy schodach dogorywał inny. Ciemnobrązowe panele podłogowe powoli prowadziły ku nieznanemu celowi purpurową stróżkę krwi. Ledwie kilka chwil temu było to spokojne i przytulne miejsce. Teraz nabierało mrocznego charakteru. Nieproszony gość szybko rozejrzał się po pokojach na parterze i ruszył w kierunku schodów na górę. Nim zdążył dotrzeć na półpiętro, przez frontowe wejście wpadło dwóch kolejnych zbirów Ancelottiego. O kurwa – zaklął Nico, obracając się w ich kierunku. Strzały padły z obu stron. Długa seria przeszyła ciała obu mafiosów.

Bellic nie wyszedł z tego bez szwanku. Może miał szczęście i uniknął wystrzelonych w jego stronę kul, ale mocno uderzył plecami o kilka stopni schodów. Przez chwilę ciało straciło jakąkolwiek ochotę na ruch, a obraz przyciemnił się. Z odrętwienia błyskawicznie wyrwał go przeszywający ból w okolicach prawego barku. Pocisk dotarł do celu. Nico zadziałał automatycznie i posłał salwę w kierunku drugiego piętra, sprzątając kolejnego napastnika. Z pewnym trudem podniósł się najpierw na kolano, a potem na nogi. Sprawdził stan magazynka i ruszył na górę. Nie mogło ich zostać zbyt wielu – pomyślał, pokonując ostatnie stopnie na piętro.

Głupi fiucie, sam pakujesz się do trumny – usłyszał znajomy głos Ancelottiego z pomieszczenia po prawej. Wystarczyło grzecznie współpracować i nie byłoby żadnych problemów – kontynuował Włoch, co chwila zagłuszając swoje słowa wystrzałem. Nico już miał zaryzykować i szybko wkroczyć do pokoju, ale coś kazało mu wcześniej zerknąć przez zamknięte drzwi po drugiej stronie. Klamka nie zareagowała. Co Ty stary chuju kombinujesz? – zapytał retorycznie Bellic, a następnie mocnym kopem zrobił sobie przejście. W środku skulone siedziały dwie kobiety – żona i córka Ancelottiego. Mam coś Twojego Ancelotti! – krzyknął, przyglądając się swoim szlochającym zakładniczką. Gospodarz ucichł.

Sekundy później stanął w drzwiach z opuszczonym pistoletem i twarzą człowieka, który jest równie wściekły, co bezsilny. Wyrównasz rachunki w stu procentach, co? – zapytał. Powinienem. Kate była niewinna, ale jakoś niespecjalnie się tym przejąłeś – odpowiedział. – Zaplanowałeś zamach na mnie, choć nie zrobiłem nic przeciwko tobie – dodał Bellic. Wystarczyło, że zacząłeś warczeć pieprzony imigrancie. Zapomniałeś o swoim miejscu – rzucił Ancelotti. A na jakim miejscu teraz jesteśmy panie wielki gangsterze? – ironicznie odpowiedział Nico, mierząc we Włocha. Błagam nie! – krzyknęła jego żona. Nico potrzymał jeszcze chwilę Ancelottiego na muszce, a potem lekko nacisnął spust, oddając jeden perfekcyjnie wymierzony strzał w głowę. Ciało zwaliło się na podłogę.

Nico zrobił krok do przodu i zamknął za sobą drzwi z zawodzącymi kobietami. Ja rozwiązuję swoje sprawy uczciwie – rzucił do trupa – ty tej zasady już nie będziesz mógł się nauczyć.

Co będzie dalej? Co czeka Nico i Maksa w pełnym niebezpieczeństw, ale i możliwości Nowym Jorku? O tym przeczytacie w drugim sezonie New Yorkera! Jeśli podoba Wam się moje opowiadanie, zostawcie jakiś znak w komentarzu. Dzięki za uwagę i do przeczytania!

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *